środa, 11 listopada 2009

Islandia z krwi i błota


Jesień, Reykjavik. W domu usytuowanym na bagiennych terenach dwóch bawiących się chłopców znajduje zwłoki starszego mężczyzny. W mieszkaniu, oprócz ogromnej ilości pornografii i obrzydliwego odoru, policja znajduje stare zdjęcie grobu. Zaczyna się mozolne śledztwo prowadzone przez Erlendura Sveinssona.

Obok wątku śledztwa, obserwujemy historię mężczyzny, który cierpi po utracie pięcioletniej córki. W trakcie trwania filmu dowiadujemy się, w jaki sposób te dwa wydarzenia się łączą, a łączą się dość nieobliczalnie.

„Bagno” jest ekranizacją kryminału islandzkiego pisarza Arnaldura Indriđasona (książka w Polsce jest przetłumaczona jako „W bagnie”). Reżyserii i produkcji podjął się Baltasar Kormákur, reżyser dość znanego u nas filmu (w końcu niewiele islandzkiego kina można w Polsce oglądać) „101 Reykjavik”. Dzięki reżyserowi powstał świetnie sfilmowany, klimatyczny i trzymający w napięciu film. Ciężko się od niego oderwać, chociaż akcja ciągnie się dosyć wolno. Erlendur z mozołem brnie przez zagadkę morderstwa, jednocześnie próbując ogarnąć własne życie – ciągłe problemy sprawia mu ciężarna córka-narkomanka.

Film przez swoją atmosferę jest mocno przygnębiający, zimny jak Islandia. Jesień nie pieści naszego wzroku barwami, jest szara, mroczna, wietrzna. Gdyby chociaż spadł śnieg, który by wybielił ten krajobraz! Nic z tych rzeczy. Przytłaczające są nawet domy – dochodzę do wniosku, że film musiał być chyba kręcony w najbrzydszych częściach Islandii. Widzimy betonowy blok na podmokłych terenach, domki z obdrapanej blachy falistej. Także bohaterowie nie dodają uroku. Być może to, że wyglądają tak ludzko, sprawia, że są odpychający. Nie są odstawieni w garnitury, jak to się zdarza policjantom z amerykańskich filmów. (Swoją drogą, w filmie nawet następuje wyśmianie amerykańskich sposobów ścigania mordercy – policjant, który studiował w Stanach Zjednoczonych kryminalistykę i próbuje naśladować Amerykanów, jest traktowany z przymrużeniem oka.) Są brzydcy, nawet jedzą obrzydliwie – scena posiłku Erlendura jest tego najlepszym dowodem.

„Bagno” pokazuje też jak ważne są wartości rodzinne. Jak z zerwaniem więzi radzą sobie ludzie i do czego są zdolni, kiedy się okaże, że nie do końca są tymi, za których się uważali.

Film to jedno wielkie, tytułowe bagno – szare, brzydkie, śmierdzące, ale jednocześnie bardzo mocno wciągające. Więcej takich bagien, proszę.

środa, 4 listopada 2009

Potwory za plecami


Karin Fossum jest nazywana "Królową norweskiego kryminału" i często porównują ją wydawcy, co mnie osobiście drażni, do Henninga Mankella. Nie wiem, czy bym się zdecydowała na książki Fossum, właśnie z powodu tych porównań, gdyby, paradoksalnie, nie pewna niepochlebna recenzja, którą przeczytałam.

Autor zarzucał książce, że nie jest kryminałem, bo zbyt słabo skupia się na śledztwie, a bardziej na psychice bohaterów. Dziękuję Ci autorze recenzji! Poznałam dzięki Tobie (na razie) dwie naprawdę interesujące powieści. Pierwszy był kryminał "Oko Ewy", a drugi "Nie oglądaj się".

 Akcja "Nie oglądaj się" rozgrywa się w małej wiosce, gdzie, zdawałoby się, wszyscy sąsiedzi znają się, wiedzą o sobie wszystko. Właśnie tam dochodzi do morderstwa, a ofiarą jest lubiana przez wszystkich piętnastolatka. Naga, utopiona, porzucona nad jeziorem. Śledztwo prowadzi doświadczony policjant Sejer z młodym, energicznym  Skarrem. Razem muszą przeniknąć do hermetycznej społeczności, gdzie ludzie niechętnie współpracują z policją, a śladów i świadków jest niewiele. To potrafi wzbudzić irytację nawet u spokojnego Sejera. W trakcie śledztwa wychodzą na jaw tajemnice, które burzą sielankowy obraz miejscowości.

Po przeczytaniu mogę stwierdzić, że Fossum potrafi nieźle opisać zachowanie jednostki czy małej społeczności sąsiedzkiej. Nikogo nie przedstawia jako krystalicznie czystego albo zepsutego do szpiku kości. Pokazuje, że każdy człowiek ma słabości i, że nawet mieszkańców najbardziej spokojnej miejscowości dotykają problemy przemocy w rodzinie, nietolerancji wobec osób niepełnosprawnych, rozpadu rodziny. Widać też, że tragedia nie jest problemem tylko osoby, której się przydarzyła, ona oddziałuje na całe otoczenie – najbardziej na bliższe, ale również na dalszym zostawia jakieś piętno, które można zatuszować, ale nie da się go pozbyć na zawsze.

W książce nie ma spektakularnych zwrotów akcji, przy których siedzi się z dziwnym wyrazem twarzy, a mordercę można odkryć wcześniej niż Sejer, mimo tego czyta się ją dobrze i nie nudzi się. Od rozwiązywania zagadki morderstwa ważniejsza jest obserwacja ludzkich zachowań, odkrywanie mrocznych sekretów sąsiadów i, co za tym idzie, niszczenie wizerunku bezpiecznej norweskiej wioski. Myślę, że jest to książka dla ludzi, którzy oczekują od kryminałów czegoś więcej niż tylko krwawych opisów morderstw, popełnianych przez psychopatę.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Poszukiwania

Ciągle poszukuję weny. Po prostu zniknęła, a ja nie potrafię jej namierzyć. Często siadam z zamiarem napisania jakiejś notki, ale wtedy głowa pustoszeje. Trudno wymyślić jakieś sensowne zdanie. Wiem, wiem, niedobra ze mnie właścicielka:) Chcę zmienić formę bloga i mam zamiar pisać tu recenzje książek. Nie będzie to jednak radykalna zmiana, bo książki, które czytam tematycznie są związane z blogiem.

To tyle mam do zakomunikowania, do zobaczenia za pół roku;)

wtorek, 3 marca 2009

Jak to? To nie to samo?

Ha, tak się składa, że nie – kryminalistyka i kryminologia nie są synonimami. Są dziedzinami pokrewnymi, czasem się ze sobą zazębiają, lecz przedmiot ich badań różni się od siebie.

Kryminalistyka zajmuje się szukaniem odcisków palców, włókien, DNA… Właśnie technicy kryminalistyki, zawartość ich magicznych walizek oraz analizy laboratoryjne sprawiają, że, wydawałoby się, nic niemówiący włos, znaleziony na miejscu zbrodni, okaże się jednym z dowodów pozwalających zidentyfikować sprawcę i postawić go przed wymiarem sprawiedliwości. Kryminalistyka do śledztwa wykorzystuje znane dziedziny nauki jak fizyka, biologia czy chemia, lecz oprócz nich powstały także nowe m.in. daktyloskopia (badanie odcisków palców) czy grafologia (badanie pisma).

Kryminologia skupia się bardziej na naukach społecznych – socjologii, psychologii, psychiatrii, w celu poznania zachowania przestępcy. Traktuje zbrodnię jako zjawisko społeczne, nie odnosi się tylko i wyłącznie do danego wydarzenia. Szuka czynników, które „pchają” człowieka do popełnienia przestępstwa, by je wyeliminować lub zapobiegać ich powstawaniu. Najważniejszymi dziedzinami kryminologii są – etiologia przestępczości i patologii, mówi o przyczynach powstawania przestępczości, wiktymologia, która odpowiada na pytanie, dlaczego akurat ta osoba została ofiarą, oraz symptomologia przestępczości, zajmująca się badaniem przejawów patologii w społeczeństwie.  

To tylko wstępne i podstawowe informacje, bo każda dziedzina zarówno kryminalistyki, jak i kryminologii jest obszerna. Jedna notka to zbyt mało, bo każdą w miarę dokładnie opisać. Ale może przynajmniej pojęcia nie będą już się myliły:)